Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?

Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?

Największy problem (dla marketerów) w marketingu cyfrowym jest taki, że... konsumenci go już znają. Bardzo łatwo rozróżniają co jest życiem a co reklamą. Można pisać plany, korzystać z narzędzi, optymalizować i sprawdzać wszelkie działania. Ale odbiorcy reklamy taki świat już znają. Jest takie powiedzenie, że 50% pieniędzy z marketingu wyrzucanych jest w błoto, ale nie wiadomo które 50% (hahahah). Sam wielokrotnie opowiadałem ten marketingowy truizm w ramach anegdoty u swoich klientów... Tylko, że nie jest to już prawdą.


To znaczy może być prawdą i dalej wiele sposobów działania marketerów opartych jest o strzelanie z celnością 50%. I co więcej to całkiem nieźle działa. Ostatnio w jednej z książek czytałem, że można to nazwać "praktyką hollywodzką". Studia filmowe z zasady robią każdemu filmowi ogromny (i ciągle taki sam) marketing wiedząc, że tylko niektóre filmy przyniosą ogromne zyski. Strata pieniędzy wpisana jest w ten plan, bo statystycznie co któraś z produkcji "wypali".

Ale czy każdą firmę na to stać? Czy naprawdę trzeba 50% wyrzucać w błoto? Ja swoim klientom wiele razy mówiłem, że przede wszystkim trzeba mierzyć każdą pojedynczną aktywność, próbkować działania używając małych kwot i w ten sposób balans pieniędzy, które wylądują w błocie można przechylić w kierunku 30%-20% a może jeszcze mniejszym.

Problem jest jednak dalej taki sam. Odbiorcy uczą się bardzo szybko. Rozróżniają reklamę od prawdziwego contetnu tak samo jak oko ludzkie jest w stanie rozróżnić mimikę człowieka od mimiki robota. Oczywiście wszystko zmierza w kierunku rzeczywistości znanej z Blade Runnera. Ale w tym momencie reklama nie jest wciąż tak doskonała jak android u Ridleya Scotta.

 

  • Ile razy zastanawiałeś się, DLACZEGO booking CIĄGLE poleca Ci świetne miejscowości w okolicach Gniezna? Czy dlatego, że kiedyś przypadkowo nocowałeś tam jeden raz wracając nocą z targów w Hannoverze? Nie planujesz i pewnie nigdy nie będziesz planował tam kolejnego noclegu, ale jesteś zalewany reklamą, która ląduje w błocie!

 

  • Ile razy google atatkował Cię produktem, który właśnie kupiłeś i to takim, że masz go na lata. Po 10 latach wymieniłem wszystkie garnki przed Świętami i następny raz będę je pewnie wymieniał w 2029 roku. Dlaczego przez cały kolejny miesiąc w każdym okienku adsense widzę wciąż zestawy garnków?! Mam już garnki. Naprawdę to reklama w błoto!

 

  • Ile razy przerwałeś czytanie artykułu w połowie, kiedy uznałeś, że product placement jest na tak żenującym poziomie, zlecony tak niskopłatnym copywriterom, że zwyczajnie nie da się tego dalej czytać? Co więcej nie trzeba być ekspertem, a ledwie człowiekiem zainteresowanym danym tematem, aby skwasić się przy miałkości i powierzchowności merytorycznej materiału. Kasa producenta poszła w błoto!


Takich przykładów jest znacznie więcej.

Wyrzucanie pieniędzy w błoto to nie tylko tzw. stara reklama zasięgowa, czyli radio, tv, prasa ogólna, billboardy przy ulicach, ulotki w skrzynkach. Mnóstwo pieniędzy w błoto wyrzucanych jest także w trakcie "digitalizacji marketingu". Na studiach MBA w roku 2019 digitalizacja wspominana jest jako level, na który każdy powinien wejść. I słusznie. Ale samo wejście na level nie chroni przed wyrzucaniem kasy w błoto. Nie chroni nawet korzystanie z coraz doskonalszych narzędzi. Wygrywa ten, który potrafi "zhackować system". A w tym sporcie, jakim jest hackowanie marketingu nie ma jednej recepty dla wszystkich.

Przy okazji, Blade Runnner zarobił ponad 940 milionów $ przy budżecie 28 milionów $. Czy li zwrócił się ponad 34-krotnie. Niezły zwrot z inwestycji, prawda? Dlaczego tak się stało? Bo to przede wszystkim bardzo dobry film, po drugie ludzie go pokochali i stał się legendą S-F. Ale cienka linia dzieliła go od bardzo dobrego legendarnego niszowego filmu S-F, który nawet nie zarobił na swoją produkcję. Ridley Scott oszukał tym filmem system lepiej niż bohaterowie jego filmu próbowali oszukać Harrisona Forda.


* * *

Pora na nasz product placement.

NABUCCO zajmuje się konsultingiem marketingowym. Jesteśmy grupą najlepszych ekspertów w swoich dziedzinach.

Wynajmij nas "na godziny". Nie musisz wiązać się długoterminową umową. Nie musisz zatrudniać dyrektora marketingu, ani rozwijać dział o kolejnego specjalistę. Chcemy po prostu regularnie Ciebie odwiedzać i pracować dla Ciebie. Chcemy poznać Twój biznes, określić Twoich klientów i pomóc sprzedać Ci Twój produkt czy usługę.

Wyślij wiadomość, albo po prostu zostaw do siebie namiar.